Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Turystyka Wyprawy motocyklowe Motocyklem po Wietnamie: Jest git! [Dzień 10] Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Wyprawy

Motocyklem po Wietnamie: Jest git! [Dzień 10]

Ale cudnie! Od rana jest cudnie! Słoneczko świeci, widoki pocztówkowe. Motorki jakoś się toczą i dają radę. Do Sajgonu pozostaje coraz mniej kilometrów. Zaczynam wierzyć, że naprawdę tam dojedziemy i za kilka dni uda nam się zrealizować nasz plan.

Barwna brama buddyjskiej świątyni przykuwa uwagę Jacka i postanawia się przy niej zatrzymać. Nie wiedzieć czemu nie parkuje na zewnątrz tylko wjeżdża przez uchyloną furtkę, jak do siebie, na teren świątyni i parkuje motocykl przy małym ołtarzyku. Pozostawiam motocykl na zewnątrz i udaje się pospiesznie za Jackiem.

 

 

W świątyni głównej odbywa się śpiewające nabożeństwo dla kobiet. Niektóre z nich naprawdę nieźle fałszują. Przed nami staje łysy mnich i spokojnie wita nas w milczeniu ukłonem.

 

>>>Koniecznie przeczytaj poprzednie części wyprawy: pierwszą, drugą, trzecią, czwartą, piątą, szóstą, siódmą i ósmą!!! <<<

 

Mnich zaprasza nas gestem ręki do stołu i parzy dla nas napar z zielonej herbaty. Lubię mnichów. Niczemu się nie dziwią, mało mówią i zawsze czymś częstują. Mnisi są spoko.

- „Coś jest nie tak z moim bagażem, zatrzymajmy się!” - woła do mnie Jacek podczas krótkiego postoju na czerwonym świetle, przebijając się przez hałas ulicy.

- „Pękł Ci stelaż! Zatrzymujemy się czym prędzej! Szukamy spawacza.”

Zanim go znaleźliśmy Jacek zdążył się przepakować i wymyślił całkiem ciekawe i proste za razem rozwiązanie. Z przydrożnych krzaczorów wytargał deskę, którą umocował pajączkami w poprzek motocykla tworząc prowizoryczną platformę na której spoczął bagaż.

 

 

Wypatrzyliśmy spawalniczy migomat w przydrożnym zakładzie lakierniczym kilka kilometrów później. Chłopcy, którzy podjęli się zespawania jego stelaża mieli chyba po jedenaście lat, ale zrobili to na tyle solidnie, że na pewno sam bym tego lepiej nie zespawał. Pozwoliliśmy im też wymienić przy okazji olej w naszych motocyklach, co kosztowało nas kilka drobnych dolarów.

Kierujemy się w stronę Mui Ne. Jacek był tutaj 10 lat temu i koniecznie chciał zobaczyć to miejsce po latach. Ja nie byłem więc wszystkim pasował ten plan.

 

Jacek zarekomendował jakąś wydmę, którą zapamiętał jako spokojne, urokliwe miejsce. Po latach miejsce to poszło w przedziwnym kierunku niż wspomnienia Jacka. Obecnie jest to strasznie komercyjne miejsce, gdzie przyjeżdża cała masa turystów, aby pojeździć jeepami i quadami po wydmach.  Cały urok tego miejsca we wspomnieniach Jacka się dziś rozmył. Rozmyły się też kolorowe wspomnienia z Mui Ne. Niestety bardzo się to miejsce zmieniło od czasu jego ostatniego pobytu. Strasznie się rozczarował. Wkoło wielkie kurorty przepełnione Rosjanami, napisy w restauracjach i sklepach po rosyjsku. W knajpach w menu krokodyle, strusie, żaby i kobry.

 

Jest to kurort dla rosyjskiej klasy średniej, wprawdzie wygląda trochę lepiej niż riwiera turecka jednak znalazł bym dużo części wspólnych między tymi miejscami. Czujemy się jakbyśmy odwiedzili jedną z republik Związku Radzieckiego.

 

 

W nocy budzą mnie odgłosy targania jakiegoś nawalonego rosyjskiego ciała po schodach przez kobietę tegoż to ciała. Towarzyszą temu  pijackie okrzyki miękkich dźwięków rosyjskiej mowy.

 

 

oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści