Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Turystyka Wyprawy motocyklowe Motocyklem po Wietnamie: Saper myli się tylko raz [Dzień 8] Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Wyprawy

Motocyklem po Wietnamie: Saper myli się tylko raz [Dzień 8]

- „Czarny kabelek połączyć z czerwonym... Drugi czarny też... Pozostaje jeszcze zielony... hmmm, od czego jest zielony kabelek? Zazwyczaj od masy, ale w tych chińskich instalacjach w naszych motocyklach nie wszystko trzyma się logiki...” - mruczę pod nosem.

Kucam przy swoim motocyklu, przy wyrwanej stacyjce i skręcam kable na krótko. Zgubiłem wczoraj kluczyki od swojej Hondy, czym wprawiłem Jacka w dobry nastrój od samego rana, a zaraz mamy wyjeżdżać w dalszą drogę.

- „Może zielony dali dla zmyły!” - bawi się cudnie przy tym Jacek wyciągając co chwilę telefon i nagrywając komentarze przy moich działaniach.

 

>>>Koniecznie przeczytaj poprzednie części wyprawy: pierwszą, drugą, trzecią, czwartą, piątą i szóstą!!! <<<

 

 

Rozproszony wideofilmowaniem Jacka, zwieram niechcący przewód masowy z plusem i popieszczony iskrą wywołaną przez zwarcie wypuszczam z dłoni scyzoryk szwajcarski i rzucam nim o ziemię. Chwilę po tym zdarzeniu udaje mi się ominąć stacyjkę, ale pojawia się kolejny problem. Silnik kręci, ale nie odpala. Nie ma iskry na świecy. Zwarcie, które wywołałem, przepaliło moduł zapłonowy i zmuszeni jesteśmy pchać motocykl do serwisu. Jeszcze nie wiemy, że jest to pierwszy, lecz nie ostatni serwis, który odwiedzimy w tym dniu.

 

- „Znalazłem serwis Hondy” - krzyczy do mnie Jacek - „Pchaj za mną!”

 

Jakoś nie chce mi się w to za bardzo wierzyć, że tutaj jest jakiś serwis Hondy. Podpycham motocykl pod mały zapyziały domek pod którym czeka już Jacek. Spoglądam na napisany krzywą odręczną czcionką napis: HON „myślnik” DA SERVICE – no to pięknie.

- „Ciekawe jak wytłumaczysz mechanikowi po wietnamsku, że potrzebujesz moduł zapłonowy?!?” - humor Jacka nie opuszcza. Nie opuszcza do chwili, kiedy kończy wypowiadać to zdanie. Zbliżając się do małego garażu z porozrzucanymi wkoło narzędziami i częściami, za swoimi plecami słyszę głośne i soczyste wykrzyczane „Kuuuu***wa maaaać!”

 

 

Obracam głowę i moim oczom ukazuje się Jacek biegnący do swojego motocykla, który leży wywrócony kołami do góry na środku ulicy, a w tle turla się po ziemi jego czarny kask. Boczna stopka nie wytrzymała obciążenia jakie załadował na swój motocykl i puściła pod jego ciężarem. A mówiłem mu, żeby pamiątki kupić ostatniego dnia.

 

Ku mojemu zdziwieniu mechanik szybko zrozumiał jaką część potrzebuje i wycenił ją na niecałe 5 dolarów. W międzyczasie pojawił się Jacek trzymając w ręku urwaną stopkę boczną od swojego motocykla i błagalnym tonem zażyczył sobie jej przyspawanie. Jest kwadrans przed dwunastą, a my jeszcze nie zaczęliśmy jazdy. Trochę słabo widzę zrealizowanie dzisiejszego celu, którym ma być przejechanie ponad trzystu kilometrów.

 

Jedzie się dzisiaj znacznie lżej za sprawą lepszej pogody. Zrobiło się cieplutko i zaczęło na reszcie świecić słońce, na przemian jednak z lekką mżawką. Robimy kolejną wymianę oleju i smarowanie łańcuchów. Serwis ten wykonujemy błyskawicznie w malutkim warsztacie. Kilkunastoletni mechanik nawet nie spuszcza oleju przez korek spustowy, tylko odsysa go kompresorem. Widać jest to tak rutynowa czynność w popularnych tutaj jednośladach, że mają wypracowane na to własne ekspresowe metody.

 

Trzecią w dniu dzisiejszym wizytę u mechanika zawdzięczamy łożysku w przednim kole Jacka, które miało dosyć kilkudniowego tłuczenia spowodowanego scentrowanym kołem i postanowiło się rozsypać. Cieszymy się bardzo, kiedy okazuje się, że w niepozornej budzie przy drodze możemy kupić łożysko dokładnie w takim rozmiarze, w jakim potrzebujemy. Sama wymiana łożyska wraz z centrowaniem przedniego koła zajmuje ze cztery kwadranse (czyli jedną godzinę – przyp. red.) i możemy ruszać dalej.

 

Jackowi dodatkowo w tym dniu pada rozrusznik i spada sprężyna z zespawanego dzisiejszego ranka podnóżka, ale są to już drobiazgi. Mnie natomiast przepala się żarówka w tylnej lampie i ostatnią godzinę jadę z duszą na ramieniu, zastanawiając się czy nic we mnie nie wjedzie. Nasze przednie lampy świecą z natężeniem chyba ze 2 luxów, bo nie rzucają żadnego, ale to żadnego światła na drogę i jedziemy z wytężonymi spojrzeniami usiłując przebić się przez ciemności nocy.

 

 

oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści