Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Turystyka Wyprawy motocyklowe Motocyklem po Wietnamie: Ogól ucho, miej swój styl… [Dzień 7] Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Wyprawy

Motocyklem po Wietnamie: Ogól ucho, miej swój styl… [Dzień 7]

- „Jacek w pokoju mamy jakieś zwierzę!” - to pierwsze słowa które padają dzisiaj w naszym pokoju zaraz przed „dzień dobry”. - „Tak wiem. Słyszałem jak się tłukło w nocy. To chyba mysz, nie ma się czym przejmować.”- półprzytomnym, lekko skacowanym głosem odpowiada Jacek. - „Mysz nie przewraca butelek. A co jeśli to waran?” - „Rzeczywiście ta wietnamska wódka ci szkodzi, Kalinkiewicz.” - odpowiada Jacek niewzruszony zwierzęciem, które zrobiło nam bajzel na stole, i przewraca się na drugi bok, zapadając ponownie w sen.

Hoi An to bardzo ładna miejscowość z urokliwą starówką. Kupujemy otwarty bilet na zwiedzenie 5 atrakcji. Miła pani, sprzedając nam tę ofertę, reklamuje ją, jako możliwą do wykorzystania przez kilka dni. No to ją zaskoczymy. Cztery z pięciu kuponów zużywamy w ciągu jednej godziny: na zwiedzanie jakiegoś mostu, galeryjki, świątyni i dziwnego domu, w którym znaleźliśmy się trochę przez przypadek, ale dostaliśmy przewodniczkę w cenie biletu. Przewodniczka przynudza niemiłosiernie opowiadając nam o jakimś domu z drewna, w którym mieszkało osiem pokoleń, różnych stylach architektury i nie mówi niczego, czego nie widać na pierwszy rzut oka.

 

 

 

- „Przepraszam, ale o co chodzi z tym domem? Co jest w nim takiego specjalnego?” - przerywam wykutą na pamięć regułkę recytowaną przez naszą przewodniczkę.

 

Szybko pożałowałem tego pytania, bo zaczęło się tłumaczenie od początku, że mieszkało tu osiem pokoleń, że różne style et cetera, et cetera... Na szczęścia udało nam się uciec przed dokończeniem zwiedzania.

 

>>>Koniecznie przeczytaj poprzednie części wyprawy: pierwszą, drugą, trzecią czwartą i piątą!!! <<<

 

W przerwie na piwo wybuchła niemała awantura. Zaczęło się od tego, że do Jacka podeszła kobieta z nicią w dłoniach i zaoferowała mu golenie ucha. Ten nie skumał o co chodzi i zgodził się na przeprowadzenie zabiegu. Po wygoleniu uszu i obsypaniu talkiem kobieta zażądała jakiejś astronomicznej kwoty za swoją usługę. Podobnie jak przy zwiedzaniu domu, drugi raz dzisiaj musieliśmy salwować się ucieczką.

 

 

Tubylcy mówią tutaj lepiej już po angielsku niż w miejscach na północy kraju, w których byliśmy wcześniej. Kiedy pytają się skąd jesteśmy, na hasło „Polska”, odpowiadają „Polska, czy to gdzieś koło Anglii?”. Nie czuję się w obowiązku, pomimo jakimś cudem zdobytej piątki na maturze z geografii, aby tłumaczyć im gdzie leży nasz kraj.

 

- „No money, no honey! Come to mama! - zaczepia nas okrzyk znad rzeki. Odwracamy głowy i widzimy bezzębną staruszkę sprzedającą owoce. Rany! Ona ma przecież ze dwieście lat! Kto ją tego nauczył?

 

Zapadł zmrok. Przechodzimy przez most zawieszony nad rzeką dzielącą starówkę na dwie nierówne części. Ludzie puszczają po wodzie płonące, papierowe lampiony.

- „Kalinkiewicz, chcesz sobie puścić lampiona?”

- „Nie, nie będę zanieczyszczał rzeki.”

- „Jakbyś był tu z dziewczyną to byś puszczał.”

- „Jakbym był tu z dziewczyną to wieszałbym też kłódeczki na moście, chodźmy lepiej na piwo do hotelu.”

- „Dobra myśl! Weźmiemy naszego warana z zaskoczenia!”

 

 

Powiązane materiały

POBIERZ WIĘCEJ
oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści