Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Turystyka Wyprawy motocyklowe Motocyklem po Wietnamie: Homo sum, humani nihil a me alienum puto* [Dzień 9] Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Wyprawy

Motocyklem po Wietnamie: Homo sum, humani nihil a me alienum puto* [Dzień 9]

Podczas naszych wyjazdów do Azji zawsze pojawiają się jakieś anegdoty związane z czynnościami fizjologicznymi. Zauważyłem, że przez osiem poprzednich dni oszczędziłem wam tych szczegółów, ale że „te rzeczy” gatunek ludzki zawsze bawiły, a dzisiejszy dzień sam napisał scenariusz, więc proszę...

Poranek w Quy Nhon. Chwila po zjedzeniu śniadania i wypiciu porannej kawy. W pośpiechu łapię za słuchawkę i wykręcam numer na recepcję.

- „Hi, I'm in room number 304. There's no toilet paper in our room.” - tonem niecierpiącym zwłoki chcę załatwić pośpieszne uzupełnienie hotelowego wyposażenia.

- „What do you mean?” - odpowiada kobiecy głos w słuchawce.

- „T-H-E-R-E I-S N-O T-O-I-L-E-T P-A-P-E-R I-N M-Y R-O-O-M!!” - powoli i głośno, sylaba po sylabie próbuję wytłumaczyć o co mi chodzi.

- „What do you mean?” - znowu powtarza kobieta i już wiem, że nie mówi po angielsku.

- „I need to take a shit and there is no toilet paper in my room!” - krzyczę w słuchawkę, wiedząc że i tak nie zrozumie.

-”I don't understand” - odpowiada zakłopotana recepcjonistka.

- „Dawać srajtaśmę!” - krzyczy w tle Jacek.

 

>>>Koniecznie przeczytaj poprzednie części wyprawy: pierwszą, drugą, trzecią, czwartą, piątą, szóstą i siódmą!!! <<<

 

Patrzymy po sobie z przerażeniem w oczach i już wiemy, że jesteśmy znowu w regionie gdzie mało kto zna angielski. Wyjeżdżamy z miasta i nie spiesząc się spacerowymi prędkościami kierujemy się na południe. Wjeżdżamy na bardzo strome wzgórze aby zwiedzić małą buddyjską świątynię i zrobić kilka zdjęć panoramy miasta.

 

 

Jedziemy krętymi drogami o stosunkowo niedużym, jak na Wietnam, natężeniu ruchu. Jacek wypatruje malowniczo położoną knajpeczkę z widokiem na zatokę, na której unoszą się setki małych rybackich łodzi. Zamawiamy kalmary i piwo, które dostajemy jako zestaw obowiązkowy niczym wz-ka i kawa w Misiu Barei. Może tutaj też knajpy biją się o „złotą patelnię”? Po zjedzeniu głowonogów Jacek zasysa piwo nosem i zwraca przeżute danie nozdrzami do najbliższego naczynia do którego zdążył dobiec. Naczyniem tym była doniczka z przystrzyżonym czule drzewkiem bonsai.

 

- „Czy Ty właśnie walnąłeś pawia na drzewko bonsai?” - z niedowierzaniem obserwuję sytuację.

- „Nie! Piwo poszło mi do nosa. Nigdy ci się to nie zdarzyło?” - odpowiada Jacek wycierając resztki kałamarnicy z twarzy.

- „Nie przypominam sobie takiej sytuacji.”

- „Śmiejesz się ze mnie, a przed chwilą sam sobie nalałeś na buty!”

 

 

Rzeczywiście tak było. Poszedłem do wychodka i oddałem dług naturze do pisuaru, który nie był podłączony do kanalizacji. Cała zawartość pęcherza poszła na posadzkę opryskując przy tym obficie moje glany.

 

Zwieńczeniem dzisiejszego dnia jest kąpiel w morzu w miejscowości Nha Trang, gdzie spędzamy dzisiejszy wieczór.

 

_____________________

* Homo sum, humani nihil a me alienum puto (łac. Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, mi nie jest obce)

 

 

 

Powiązane materiały

POBIERZ WIĘCEJ
oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści