Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Turystyka Wyprawy motocyklowe Motocyklem po Wietnamie: Domek Publiczny [Dzień 13] Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Wyprawy

Motocyklem po Wietnamie: Domek Publiczny [Dzień 13]

Jacka wzrok chyba zbyt długo zawiesił się na dwóch sterczących piersiach, ciasno upchniętych w przymały stanik. Ja zamarłem w bezruchu, a mój wzrok utknął w tyłku drugiej dziewczyny, gdzieś pomiędzy lewym a prawym pośladkiem. Ta szybko złapała mnie za przedramię i oznajmiła, że mnie kocha.

Jest piękny, parny poranek. Pojawia się klient na nasze motocykle i właśnie sobie uświadamiamy, że w świetle dziennym wyglądają one znacznie mniej atrakcyjnie niż po zmroku. Zaczynamy żałować, że odrzuciliśmy dwie wczorajsze oferty.
Pod moim motocyklem jest wielka plama oleju, a przednie zawieszenie rozsypało się totalnie, nie amortyzując nawet najmniejszych wybojów. Tylne koło pokrzywiło się strasznie zataczając jakby ósemki wokół mocowania osi. W Jacka motocyklu nie działa rozrusznik, a dodatkowo jak na złość jego motor nie chce coś dzisiaj odpalić. Po odpaleniu kopci siwym dymem - jak lokomotywa.

 

>>>Koniecznie przeczytaj poprzednie części wyprawy: pierwszą, drugą, trzecią, czwartą, piątą, szóstą, siódmą, ósmą, dziewiątą i dziesiątą!!! <<<

 

 

 

W przednim kole ponownie poszły łożyska, a przedniego hamulca nie ma wcale. W obu motocyklach cieknie spod każdej możliwej uszczelki. Na pytanie „czy macie komplet kluczyków” pozostaje mi odpowiedzieć nic innego jak: „Tak, prawie...”

- „Macie niebieskie karty*?”
- „Tak, oczywiście, wszystkie numery się zgadzają.” - odpowiadam dumnie, bo to chyba jedyna rzecz jakiej jestem pewny.
- „O rany! Kto Wam to sprzedał?”- dziwi się kupiec.
- „Przecież są to dokumenty od jakiś chińskich skuterów, nie od motocykli” - dodaje, pokazując jakiś dziwny zapis w niebieskich kartach.
Cholera! Rzeczywiście tak mogło być. Numery na ramie i silniku wyglądały na przebijane, ale wcześniej myślałem, że to niedoskonała chińska rączka w fabryce tak je nabiła.


Czy to znaczy, że przejechaliśmy cały Wietnam nie tylko bez ważnego prawa jazdy i ubezpieczenia, ale i na lewych papierach? Niech to pytanie pozostanie lepiej retoryczne.

 

Nie pozostaje nam nic innego jak spuścić cenę i sprzedać motocykle za 250 dolarów za oba. Jest to i tak myślę niezła kwota biorąc pod uwagę fakt, iż kupiliśmy je za 500 dolarów i strasznie je zniszczyliśmy. Właściwie to same się zniszczyły. Dbaliśmy o nie jak tylko było to możliwe.

Jacek szybko policzył, że i tak zarobiliśmy na naszych motorkach kupę forsy. Uznał, że nasza podróż była warta milion dolarów. Ponieśliśmy następujące koszty: serwisowanie 50 dolarów i amortyzacja 250 dolarów, więc jesteśmy do przodu 999700 dolców.

 


Jacek udał się na drzemkę do hotelu a ja w tym czasie postanowiłem przejść się uliczkami gwarnego miasta. Wszedłem w boczną uliczkę odchodzącą od jednej z głównych ulic. Uliczka ma trzy metry szerokości i wygląda jak jedna z tych uliczek, po których na filmach sensacyjnych ganiają azjatyccy bandyci z karabinami próbujący dorwać uciekających przed nimi jakiś motherfuckersów, którzy coś im ukradli, lub w jakiś inny sposób nadepnęli im na odcisk.
Siadam na małym taborecie przy stoliczku wystawionym przed pustą obskurną knajpką i zamawiam piwo, licząc że wydarzy się zaraz coś godnego opisania.

 

Mam idealny widok na burdel o zakamuflowanej nazwie „Coconut Spa”, wyciągam notes i sporządzam notatki.

Zdjęcia nie wypada tu zrobić nawet z ukrycia, ale przecież nikt mi zabroni opisać tego co rejestruje mój wzrok. O dziwo kurtyzany respektują fakt, że jestem klientem ich sąsiada i nie zwracają na mnie specjalnie uwagi, pomimo iż siedzę półtora metra od nich z idealnym widokiem na ich miejsce pracy oraz „narzędzia” pracy przebijające się przez szczeliny ich ud.

 

Przed burdelem siedzą cztery młode dziewczyny i jeden chłopak. Dwie starsze dziewczyny mają może po 25 lat, dwie młodsze są w wieku balansującym na granicy legalności. Chłopaka wieku nie potrafię określić, ale po zachowaniu mniemam, że liczy raczej na trafienie męskiego klienta. Cała piątka wpatrzona jest hipnotycznym spojrzeniem w swoje telefony i podnoszą jedynie głowy, kiedy na horyzoncie pojawia się potencjalny klient o białym kolorze skóry.


„MAAASAAAŻ SEEER, MAAAASAAAŻ?” - wykrzykują przeciągając długo samogłoski.
Pomimo natrętnych starań nie mają wzięcia. Siedzę tu od prawie godziny i nikogo jeszcze nie wciągnęły do środka.

Ubrane są w krótkie spódniczki odsłaniające ich obdarte kolana. Obdarte kolana, które świadczą pewnie o tym, że nie rzadko muszą klęczeć na kamiennej posadzce swojego przybytku.

 

Wkoło życie toczy się jak gdyby nigdy nic. Ludzie zamiatają uliczkę, przepychają jakieś wózki z żarciem. Przy Córach Koryntu kręci się jakieś dziecko. Chyba należy do jednej z nich, bo prawie każda w swoim telefonie ustawioną ma tapetę z jakimś dzieckiem. Zdarzenia biegną własnym porządkiem, nikt nie próbuje dopasowywać świata do własnych myśli. Nikt oprócz jednego białego gościa siedzącego przy małym stoliczku na małym taborecie z notesem w dłoni przepijającego duszący smog Sajgonu zimnym piwem.

 

Po obiedzie poszliśmy przejść się po mieście i kupić kilka pamiątek.
I tak doszliśmy do momentu kiedy stoimy na środku z jednej ruchliwych uliczek Sajgonu, a ja
próbuję wyrwać się z uścisku małej dłoni pewnej Sajgonki**, która właśnie wyznała mi miłość.
Zbyt dobrze znamy życie, żeby nie wiedzieć jaką profesją zajmują się dziewczyny. Na sztuczne uśmiechy rozsiewające zapach rui nas nie nabiorą...

__________________
* Niebieska karta jest odpowiednikiem naszego dowodu rejestracyjnego w Wietnamie.
**Jak nazywa się mieszkanka Sajgonu? Rok temu mieliśmy podobny dylemat będąc w Iranie z nazwą mieszkanek Persji.

 

 

Powiązane materiały

oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści