Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Testy Testy motocykli - recenzje, opinie, zdjęcia i komentarze Kawasaki Z750 – streetfighter na sterydach [test motocykla używanego] Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu
 
Kask Shoei NXR
 
 
Spodnie Redline Glory 5x
 
 
Rękawice Modeka Razor
 
 
Kurtka Modeka Breeze
 
 
Buty XPD XP5
 

Laboratorium

Kawasaki Z750 – streetfighter na sterydach [test motocykla używanego] test, opinie i oceny

Kiedy go zobaczyłem po raz pierwszy kilka lat temu, od razu stwierdziłem, że o lata wyprzedził swoją epokę. Ostre linie, odkryty silnik, goła rama, agresywne owiewki i niewielki reflektor komponujący się świetnie z ogonem w kształcie grotu sprawiały, że – wśród ówczesnych motocykli – wyglądał jak rottweiler w klatce z pinczerkami. A jak dziś prezentuje się blisko dziesięcioletni Kawasaki Z750?

Testowany egzemplarz

Do naszego laboratorium trafił motocykl naszego czytelnika - Kawasaki Z750 z 2007 roku. Sprzęt został nieco przerobiony względem oryginału, jednak to co najistotniejsze pozostało właściwie bez zmian. Trochę biżuterii Rizomy, krótki wydechy Ixila, sportowe dźwignie, kierunkowskazy i… to właściwie tyle, jeśli chodzi o modyfikacje.

 

Inne testy motocykli Kawasaki:

Kawasaki ER6-F Kawasaki Ninja 300 Kawasaki Versys 1000

Design i jakość

Mimo upływu lat wyglądowi Małego Zeta ciężko cokolwiek zarzucić. Owszem, linie nie są już tak „świeże” jak w dniu premiery, ale nadal czuć i widać agresywnego ducha streetfightera. Tak naprawdę Kawasaki Z750 się nie zestarzał, tylko wyszlachetniał i zmężniał, zwłaszcza na tle dzisiejszych, nieco metroseksualnych i jakby wyciągniętych z mangi, motocykli. Ostre przetłoczenia, niewielki, nieco „skośny” reflektor, bak z podcięciami na kolana oraz zadupek w klin nadal stanowią o jego łobuzerskim i zawadiackim charakterze, który dodatkowo podkreśla odkryty piec. O jakości wykonania można poczytać wszędzie, zazwyczaj niezbyt pochlebnie. Ciężko powiedzieć czy ten konkretny egzemplarz Niemiec rzeczywiście pod kocem trzymał i łkał kiedy Polakowi sprzedawał, a jego obecny właściciel zimował w salonie przy kominku, jedno jednak jest pewne – pomimo upływu lat, jazdy w różnych warunkach – Kawa trzyma się bardzo dzielnie i naprawdę trzeba się postarać, aby znaleźć coś, do czego można się przyczepić. Instalacja i jej zakończenia są w doskonałym stanie, na ramie nie widać oznak korozji, a powłoka lakiernicza – nawet w miejscach narażonych na otarcia – jest bez rys. Nawet lakier nie zmatowiał. Jedyne, co może wskazywać na upływ lat, to nieco rudej na w łebkach śrub, otarcia ramy pod siedzeniem w miejscu mocowań oraz trochę przestarzały kokpit, zwłaszcza z niezbyt dziś nowoczesnymi kontrolkami. Jedyny element, który zwyczajnie mi się nie podoba, to pudełkowy, kanciasty wahacz. Cała reszta prezentuje się naprawdę doskonale.

Silnik

Sercem Kawasaki Z750 ‘07 jest czterocylindrowa rzędówka o pojemności 748 cm³ zasilana wtryskiem paliwa, która generuje 106 KM przy 10500 obr./min. oraz maksymalny moment obrotowy 78 Nm, który osiąga przy 9300 obr./min. Na papierze wygląda całkiem nieźle, ale kiedy dane te zestawimy z wagą motocykla, która na sucho wynosi 207 kg, już tak różowo nie jest. A jak czterocylindrówka radzi sobie w rzeczywistości? Silnik od chwili uruchomienia pracuje bardzo gładko i równo, a po odwinięciu manetki szybko wchodzi na obroty. Mimo to nie przekłada się to na prędkość, ani odczucia z jazdy w sposób jakbyśmy się spodziewali po motocyklu mającym taki moc i moment. Właściwie czułem się jakbym jechał nieco bardziej napakowaną „sześćsetką”, do tego spoglądając na prędkościomierz i obrotomierz odnosiłem wrażenie, że do ok. 7000 obr./min. pomiędzy ich wskazaniami nie ma jakiejkolwiek zależności, było po prostu spokojnie i łagodnie. Na szczęście powyżej zaczyna być dynamicznie. I aby zostać dobrze zrozumianym, nie chodzi o to, że Zet zamula, jest za wolny itd. Nie, po prostu jak na tę pojemność, moc i moment powinien być bardziej „zrywny” i żywiołowy, zwłaszcza w dolnym i środkowym zakresie.

 

 


Prędkość maksymalna, jaką można na nim osiągnąć, to zegarowe 215 km/h. Wymaga to jednak sporego samozaparcia, dłuższego rozbiegu i konieczności schowania się za czymś, co od bidy można nazwać owiewką. Na szczęście 748 cm³ gwarantuje całkiem niezłą elastyczność, co umożliwia spokojną jazdę, bez szarpania i dławienia, na szóstym biegu, przy prędkości oscylującej w okolicach 40 km/h. Niewątpliwą zasługę ma tutaj również dobrze zestrojony wtrysk, który reaguje bez opóźnień na każdy, nawet drobny ruch manetki.


Za przeniesienie napędu Kawasaki Z750 odpowiada sześciostopniowa skrzynia biegów z mokrym sprzęgłem, a finalnie łańcuch. Co istotne, przekładnia jest niezwykle precyzyjna i miękka, dzięki czemu wbijanie jak i zbijanie biegów jest bezproblemowe, a na światłach nie ma konieczności poszukiwania pozycji „N”. Zwolennicy zmiany biegów bez sprzęgła również będą zadowoleni, ponieważ krótki skok dźwigni oraz lekkie „zaskakiwanie” przełożeń sprzyjają tego typu technice.

Hamulce

Kawasaki Z750 to jeden z cięższych motocykli w swojej klasie, nawet jak na standardy 2007 roku. Mimo to Kawasaki postanowiło zastosować dość prosty zestaw „spowalniaczy”, który składa się z pary tarcz o średnicy 300 mm na przodzie, w które wgryzają się zaciski dwutłoczkowe, oraz jednej tarczy 220 mm na tyle, z zaciskiem jednotłoczkowym. Co ciekawe, ten dość prosty zestaw spisuje się naprawdę dobrze, nawet dzisiaj. Hamowanie jest przewidywalne i stabilne, zwłaszcza kiedy lekko  wspomagamy się tylnym hamulcem, do tego droga hamowania ze 100 km/h do pełnego zatrzymania wynosi 39,5 m. To naprawdę dobry wynik, tym bardziej że w testowanym egzemplarzu mieliśmy założone fabryczne, gumowe przewody. Niestety, po kilku ostrych hamowaniach pod rząd dozowalność spada, więc warto zaopatrzyć się w stalowy oplot. Pomimo pewnych obaw, które miałem na początku, można stwierdzić, że hamulce Małego Zeta są co najmniej dobre.

Ergonomia

Kawasaki Z750 to streetfighter, więc wygody motocykla turystycznego nie należy się spodziewać. Na szczęście, dzięki kilku przemyślanym manewrom, nie ma dramatu. Kierownica, choć raczej z gatunku prostych, nie zmusza do przyjęcia ekstremalnie wyciągniętej pozycji, co w połączeniu z podnóżkami umożliwiającymi dość neutralne, ale nieco cofnięte ułożenie nóg oraz kanapą przesunięto nieco „na bak” i umieszczoną na wysokości 815 mm, gwarantują pozycję wygodną nawet na nieco dłuższy przelot, a najlepiej sprawdzającą się w mieście i krótkich dystansach. Dostęp do przełączników na kierownicy jest bezproblemowy, podobnie jak do akumulatora czy bezpieczników. Nie można również narzekać na czytelność zegarów i wyświetlacza, choć jak na dzisiejsze standardy brakuje kilku opcji komputera pokładowego, przydałby się również wyświetlacz biegów.

 

  


Jak na typowego nakeda przystało, Kawasaki Z750 nie został wyposażony w owiewki, a niewielka „szybka” na reflektorze służy bardziej jako ozdoba niż ochrona przed czymkolwiek. Dlatego właśnie jazda z prędkościami wyższymi niż 140 km/h, zwłaszcza podczas długiego przelotu, jest po prostu męcząca. Najgorzej jest jednak w deszczu. Woda spod tylnego koła oraz ta napierająca na korpus naprawdę potrafią dać we znaki, dlatego zakup Małego Zeta pod kątem jakichkolwiek dalszych wycieczek warto dokładnie przemyśleć. 


To jednak, co przeszkadza w dłuższej trasie, w mieście jest doskonałym rozwiązaniem. Kawasaki Z750 jest kompaktowy, wąski i krótki, co sprawia, że przeciskanie się w korku jest bezproblemowe. Jednak bezproblemowe dopóki jedziemy prosto przed siebie i nie planujemy przeskoczenia z pasa na pas pomiędzy stojącymi samochodami. Niestety, problemy zaczynają się podczas manewrowania z małymi prędkościami. Środek ciężkości nie został umieszczony na tyle nisko, aby zniwelować nadwagę, a dodatkowo dramatycznie duży promień zawracania sprawia, że dla osób niezbyt wprawionych może zakończyć się niespodzianką. Zawinięcie się „na raz” na wąskiej uliczce wymaga sporego „nadsiadu” (tan sam manewr w tym samym miejscu bez kłopotu wykonałem na Suzuki V-Strom 1000), a próba przeciskania się z pasa na pas pomiędzy stojącymi w korku samochodami może zakończyć się nieplanowanym postojem.


Tak naprawdę do wielu „braków” można się przyzwyczaić, jednak testowany egzemplarz posiadał jeden element, który był niepojęty niczym „Niepojęty” na Torze Poznań. Akcesoryjne lusterka Rizomy godne najwspanialszego lokalnego rapera z Harlemu nie gwarantowały oglądania nawet własnych rękawów, nie wspominając o tym, co się dzieje obok. Ładne, owszem, ale posiadające funkcjonalność wkrętaka gwiazdkowego przy odkręcaniu śruby torx’owej. Po co zostały założone nie wiem do dziś, a ich fenomenu nie potrafił wytłumaczyć nawet Właściciel.

Zawieszenie i trakcja

Kawasaki w Z750 postawiło na dość rozbudowane zawieszenie (jak na tamte czasy i sprzęt z segmentu budżetowego), które stanowi z przodu widelec upside-down o średnicy goleni 43 mm, regulowany w zakresie napięcia wstępnego sprężyny oraz tłumienia odbicia, a z tyłu dwuramienny wahacz ze stali wraz z centralnym amortyzatorem z mechanizmem dźwigniowym, regulowany w takim samym zakresie jak zawias z przodu. Całość spisuje się naprawdę dobrze, gwarantując optymalną równowagę między komfortem, a możliwością jazdy w sposób nieco bardziej agresywny. Ciężko powiedzieć ile w tym było ingerencji Właściciela w ustawienia, ale zestrojenie, jak dla mnie, było idealne (wagę i wzrost mamy zbliżone) i gwarantowało bardzo dobry odbiór tego, co działo się na styku opony z asfaltem. Przy pokonywaniu nierówności, zwłaszcza wzdłużnych, zawieszenie nie powoduje nieprzyjemnego dobicia, a skok (120/125 mm) oraz prześwit (165 mm) gwarantują bezproblemowe wjechanie i zjechanie z większości krawężników (choćby w celu zaparkowania na chodniku). Mały Zet w winklach prowadzi się dość pewnie i utrzymuje tor jazdy bez większych korekt, jednak problemem, a właściwie pewną wyczuwalną niedogodnością, jest jego nadwaga. Daje się ją wyczuć przede wszystkim w chwili próby zmiany kierunku, gdzie konieczne jest użycie większej siły, aby motocykl się „złamał”. Podobnie sytuacja wygląda z utrzymywaniem złożenia, gdzie nacisk na kierownicę jest wyczuwalnie większy niż w modelach konkurencyjnych. Najbardziej jednak wagę daje się odczuć w winklach naprzemiennych, gdzie podczas przerzucania z „ucha na ucho” wymagana jest nie tylko większa siła, ale i spora wprawa w zmianie pozycji na motocyklu. Oczywiście nie oznacza to, że motocykl prowadzi się źle. Przeciwnie, w łuku jest stabilny niczym pozycja Hitlera po Nocy Długich Noży, jednak wymaga od nas nieco mocniejszego potraktowania kierownicy.

Więcej o motocyklach Kawasaki

Strony:

Oceń ten materiał:
Zobacz galerię

Kawasaki Z750 w teście MOTOGEN.

64
zdjęcia
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści