Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Prezentacje Historia Zołzy, czyli jak z Kawasaki Z400 zrobiłem scramblera (cz. II) Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Prezentacje

Historia Zołzy, czyli jak z Kawasaki Z400 zrobiłem scramblera (cz. II)

Chwilowa moda, chęć wybicia się ponad identyczną masówkę czy niedzielny lans po mieście - złośliwi mogą wymieniać wiele przyziemnych powodów, skąd ostatnio coraz więcej przerobionych motocykli pojawia się na naszych drogach. Oto druga część historii Zołzy. Poniższe połączenie artykułu i workbloga nie ma na celu objaśnienia, czym jest cafe racer, przerabianie motocykli ani nie jest uniwersalną receptą na udany projekt wymarzonych dwóch kół. To raczej opowieść o jednym motocyklu, który może dla jednych stanie się bodźcem do tego, aby samemu coś stworzyć, a innym odpowie na najbardziej typowe, nurtujące początkujących pytania.

Amortyzatory od "emzetki"

 

 

Aby odpowiednio wymierzyć wysokość i kąt stelaża, przydałoby się wiedzieć, na jakich amortyzatorach siedzieć będzie motocykl. Z racji tego, że ma to być scrambler, oczywistym krokiem było uniesienie tyłu Kawasaki. Nowe amortyzatory to jeden z tych elementów, gdzie można poszaleć z bardzo drogimi komponentami. Ja jednak po prostu zmierzyłem wysokość starych amortyzatorów i postanowiłem dobrać to, co znajdę na Allegro. Najprostszym i jak się okazało najtańszym rozwiązaniem były… amortyzatory od MZ.

 

Zobacz pierwszy artykuł: Historia Zołzy, czyli jak z Kawasaki Z400 zrobiłem scramblera (cz. I)

 

Nowe zamienniki można dostać już w okolicach 120 zł. Dostępne są w różnych wysokościach i mają do tego regulację. Nowe sztuki były wyraźnie wyższe, co widać na zdjęciach, chromowane i pasowały bez większych problemów. Zamiast 330 jest 380 mm - 5 cm to już widoczna i odczuwalna różnica. Na tylnej części ramy pojawia się też wstępnie wyklepane wypełnienie.


 

W czasie, kiedy kompletuje części, z motocykla znika olej oraz wstrętny układ wydechowy. Po dokładnych oględzinach silnika okazuje się, że na szczęście nie będzie on potrzebował poważnych ingerencji mechanicznych, a jedynie wymiany eksploatacji. Większość elementów jest zachowana w tak dobrym stanie, że najprawdopodobniej przebieg niecałych 28 tysięcy kilometrów jest oryginalny, szok w tak starym motocyklu!

Mini ratbike stajl


Czas pozbyć się lakieru ze zbiornika. Jeśli chodzi o kolor, to najważniejszymi elementami, które rzucają się w oczy, są oczywiście zbiornik i rama. Silnik zwykle i tak ląduje w czarnym połysku lub macie.

 

Długo biłem się z myślami, czy zbiornik ma być pomalowany w jakiś ciekawy kolor, czy postawić jednak na bardziej surowy klimat. Od zawsze podobały mi się klimaty pojazdów z MadMaxa, widok zdartej do żywego i nieco podrdzewiałej stali. Choć z ostateczną decyzją możemy poczekać aż zbiornik wyląduje w warsztacie lakierniczym, to na 90% wygrywa mini ratbike stajl, czyli zerwanie lakieru, pozostawienie go, aby trochę podrdzewiał, i dopiero na to nałożony będzie bezbarwny lakier.

Czesanie internetu, czyli kierownica, lampy, licznik

 

Aby prace mogły pójść dalej, musiałem przeczesać internet w poszukiwaniu komponentów. W naturalny sposób pojawił się podział ról, gdzie ja wybierałem części wpływające na wygląd i determinujące styl motocykla, a warsztat, w którym budowany był motocykl zamawiał wszystkie części eksploatacyjne jak klocki, uszczelki itd.

Na pierwszy ogień poszła kierownica, koniecznie crossowa, czarna i z poprzeczką. Zależało mi, aby poprzeczka nie była dodatkowo przykręcana, tylko zespawana jako całość. Większość nowych kierownic posiada dokręcaną poprzeczkę przez co wygląda moim zdaniem zbyt nowocześnie.

Uznałem, że jako tylna lampa najlepiej sprawdzi się Led Bates Style. Co prawda bardzo pospolita w tego typu przeróbkach, ale jednocześnie podoba mi się, więc czemu nie.

Lampa z przodu to wzór ze sklepu NonStock Garage, solidna robota z aluminium i szkła. Chłopaki mają swoją stronę na Facebooku, więc jeżeli Wam się podoba, to warto sprawdzić czy mają ją aktualnie w ofercie.

Licznik miał być jak najbardziej minimalistyczny i klasyczny, zero wyświetlaczy LCD. Tu zdecydowałem się na uniwersalny prędkościomierz, który posiada dodatkowo wbudowane kontrolki świateł, luzu, oleju i kierunkowskazów, wiec nic więcej nie będzie szpeciło konsoli. Bez problemu do dostania na Allegro. Obrotomierz nie jest niezbędny, a wszystko co nie jest niezbędne, z założenia wylatuje z motocykla.

strony

oceń ten materiał:
Zołza, czyli cafe racer z Kawasaki Z400 Zołza, czyli cafe racer z K...
Zobacz galerię

Historia Zołzy, czyli scrambler z Kawasaki Z400 (cz. II)

39
zdjęć
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści