Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Turystyka Wyprawy motocyklowe Grand Tour of Switzerland na Harleyach - sposób na Helwecję Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Wyprawy

Grand Tour of Switzerland na Harleyach - sposób na Helwecję

Pięć dni jazdy po alpejskich przełęczach nie wystarczyło, aby w pełni poznać walory Grand Tour of Switzerland. Ale bez wątpienia Experience Ride 2016 zaostrzyło apetyt na więcej.

Szwajcaria to może niezbyt wielki, ale niezwykle fascynujący kraj. Mający też wpływ na gospodarkę sporej części świata i przy okazji niejednego polskiego gospodarstwa domowego. Ale dziś nie będzie o finansach, bankierach i kursach walut. Dziś udajemy się w podróż po Szwajcarii szlakiem Grand Tour. Grand Tour to nietuzinkowy pomysł na poznanie Szwajcarii. Jak głosi myśl przewodnia tego przedsięwzięcia, to właśnie sama podróż Grand Tour jest celem. Na jej trasie największe atrakcje turystyczne.

 

A Szwajcaria turystyką stoi. Właściwie nie ma zasobów naturalnych, wydawać by się też mogło, że poza wytwarzaniem scyzoryków i zegarków stroni od produkcji. No, chyba że mówimy o produkcji sera. Tu rzeczywiście nie próżnuje. Ale ma też coś, z czego zrobiła nie tylko swoją wizytówkę, ale całkiem dobrze prosperującą gałąź gospodarki: turystykę, której głównym atutem są piękne widoki. Na tym nauczyła się zarabiać jak najbardziej prawdziwe pieniądze.

 

Grand Tour of Switzerland na motocyklach Harley-Davidson

 

Mówimy Szwajcaria, myślimy: scyzoryki, ser, zegarki, banki i czekolada. Niesamowite jest to, że przez cały wyjazd szukałem zarówno w swojej głowie, jak i w głowie naszej przesympatycznej przewodniczki, znanych, szwajcarskich postaci historycznych. I nic. Zupełna pustka. Po pięciu dniach w Szwajcarii udało mi się ustalić, że dwiema znanymi mi postaciami (poza jednym współcześnie żyjącym tenisistą), jest Wilhelm Tell, który najprawdopodobniej jest postacią fikcyjną, jak nie przymierzając nasz Janosik, a drugą berneński pies pasterski, który właściwie osobą nie jest w ogóle. Na czym więc polega fenomen i siła Szwajcarii?

 

Szwajcaria wydaje się być najbardziej dojrzałym i świadomym społeczeństwem, a celniejszym byłoby stwierdzenie: organizmem społecznym, z jakim do tej pory się spotkałem. Oni nawet myślą kolektywnie – na ile źle się to słowo u nas by nie kojarzyło. Ich odrzucenie w niedawnym referendum „darmowej” pensji dla każdego obywatela dobitnie o tym świadczy. Być może jest tak dlatego, że od dzieciństwa wpajana jest im praca w grupie, a najpopularniejsze są sporty zespołowe.

 

Grand Tour to trasa licząca 1643 km. Prowadzi przez cztery regiony językowe, pięć alpejskich przełęczy, znajdziemy na niej jedenaście miejsc wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a także dwie biosfery wzdłuż 22 jezior. Rekomendowany czas pokonania całego Grand Tour to osiem dni. Oczywiście trasę można modyfikować według własnych zainteresowań, jak i czasu przeznaczonego na zwiedzanie Szwajcarii.

 

Tuż po wylądowaniu w Zurychu udaliśmy się do dealera Harleya-Davidsona, gdzie wypożyczyliśmy motocykle. Wybrałem Road Kinga nie tylko ze względu na dwa kufry po bokach, ale też z uwagi na to, że w mojej opinii rodzina Dyna to najfajniej jeżdżące modele tej marki. Poza tym gwarantuje niezły prześwit, a w perspektywie pokonywania przełęczy ma to niebagatelne znaczenie.

 

Szwajcaria przejeżdżającym przez ten kraj kojarzy się jeszcze z jednym. Drakońskimi karami za nieprzestrzeganie przepisów ruchu drogowego oraz możliwości denuncjacji naszych drogowych wyczynów do policji. Mnie na szczęście się nic takiego nie przydarzyło, ale muszę też przyznać, że zachowywałem się całkiem przyzwoicie. I wcale nie oznacza to, że było jakoś specjalnie nudno. Dobre drogi o całkiem przyczepnym asfalcie, dobry moment obrotowy Harleya i przepiękny widok niemal na całej trasie powodowały, że jazda z zupełnie przepisowymi prędkościami dawała maksimum satysfakcji.

 

Grand Tour of Switzerland na motocyklach Harley-Davidson

 

Szwajcaria to także specyficzna kuchnia. Nie obyło się bez wizyty w tradycyjnej serowarni i degustacji słynnego fondue. Choć nie było to moje pierwsze spotkanie z tym daniem, to jednak kosztowanie narodowej potrawy w kraju Helwetów zawsze smakuje lepiej. Podczas mojej wizyty pogoda nie raz płatała nam figle, jak chociażby podczas wyjazdu na szczyt Pilatus (2132 m) najbardziej stromą (48°), zębatkową (system Lochera – z dwiema zębatkami na szynie pociągowej) kolejką górską na świecie. Na szczycie zastałem mgłę (a może to chmura zeszła tak nisko) i czasami miało się wrażenie, że ktoś w odległości metra od bariery tarasu widokowego zbudował ściankę z karton-gipsu. Na szczęście na chwilę chmury nieco się rozrzedziły i można było podziwiać choć część panoramy.

 

Czytaj dalej na następnej stronie>>>

 

Więcej o motocyklach Harley-Davidson

strony

Redaktor naczelny
oceń ten materiał:
Zobacz galerię

Grand Tour of Switzerland na Harleyach

42
zdjęcia
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści