Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony Dziennikarska rzetelność - śledztwo w sprawie Gforcespot Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

Dziennikarska rzetelność - śledztwo w sprawie Gforcespot

Do tej pory skupiałem się na pisaniu o, delikatnie mówiąc, głupocie piętrzącej się w głowach motocyklistów wszelkiej maści. No tak już mam, że jestem na nią uczulony, a objawy jej dostrzegam szybciej niż mój Syn moje słabości.

Zapomniałem jednak, że jawne jej aspekty pojawiają się również wśród redaktorów gazet i portali, choć Bogiem a prawdą, z listą „fakapów”, które posiadamy na swoim koncie najprawdopodobniej wiedziemy wśród nich prym. I nie chodzi tutaj o to, że udało nam się (właściwie mnie) zalać ON do motocykla (za co przepraszam Dobrych Ludzi w Hondzie), nawet nie o to, że potraktowaliśmy drogowe opony jak torowe i zgruzowaliśmy najnowszą CBR 600 RR (w imieniu kolegi przepraszam Dobrych Ludzi w Hondzie), czy po złym wpięciu kufrów omal nie doprowadziliśmy do karambolu na S7 (przepraszamy Dobrych Ludzi z Triumpha), kiedy to TIR po prostu po nich przejechał i rozrzucił drzazgi w promieniu kilkuset metrów. Nie chodzi nawet o to, że na testy off-roadowe nie pojechał Kamil, który święci triumfy na ogólnopolskich zawodach, a nasz naczelny, który to sprawił, że przy kolejnych testach zaczęły pojawiać się pytania: „Jesteś redaktorem, czy też potrafisz jeździć?” Chodzi o coś ważniejszego, o rzetelność i kierowanie się podstawowymi zasadami obowiązującymi – jakby nie było – dziennikarza. I choć sam popełniam różne treści, niekidy pastwiąc się nad Bracią Motocyklową, to jest coś, co uważam za świętość - test. Owszem, w pewnym stopniu zawsze subiektywny, to jednak wymagający sporej pracy. I, szczerze mówiąc, każdy ze znanych mi redaktorów (nie tylko Motogenu) dokłada wszelkich starań, aby motocykl, odzież, czy akcesoria opisać dokładnie, weryfikując każdy możliwy aspekt. 

 

I generalnie tak było do wczoraj, kiedy na jednym z tzw. „kobiecych” portali motoryzacyjnych przeczytałem test kombinezonu, a właściwie „test”, który podrzuciła mi koleżanka z prośbą, abym się ustosunkował. Jednym słowem: rumieniec wku*wu oblał me oblicze i spieniłem się bardziej niż podczas tłumaczenia Synowi, że wrzucenie mojego telefonu do studzienki kanalizacyjnej nie było „dobre”! I choć stronię od oceniania osób testujących (po prostu czasami mam zwałę i zastanawiam się, czy dostałem od importera inny sprzęt), to w tym wypadku milczenie byłoby równoznaczne z aprobatą wyczynu Pani Redaktor Katarzyny Michalak-Czechowskiej (Motocaina.pl). Wyczynu, który przeszedł nie tylko granice dobrego smaku, ale jasno wskazał, że z rzetelnością u niektórych jest dzisiaj krucho i liczy się wyłącznie wierszówka. A, jakby nie było, takie postępowanie kładzie się cieniem nie tylko na redakcji, która test opublikowała, ale przede wszystkim na wszystkich mediach z branży, które czytelnik może zacząć postrzegać jako bandę nierzetelnych kretynów, którzy po prostu coś tam piszą i wydają o tym opinię, przy okazji szpanując pod gimnazjum najnowszymi sprzętami i lanserskimi ciuszkami. Fakt, lans pod gimnazjum w najnowszym "Alpajnie" rozwala system, ale gdzieś granicę trzeba postawić. 

 

Od razu powiem, że nie miałem okazji testowania damskiego kombinezonu polskiego producenta o dość egzotycznie brzmiącej nazwie – Gforcespot, o którym mowa w „teście” Pani Katarzyny. Odniosę się wyłącznie do pewnych aspektów przedstawienia tematu, które mnie – jako osobę zawodowo zajmującą się testowaniem odzieży motocyklowej – po prostu rażą.

 

Zacznijmy zatem.

„Gforcespot: kombinezony motocyklowe dla kobiet - bubel czy superprodukt? Nasze prywatne śledztwo”.

Wspaniały tytuł, chwytliwy, czytalność z pewnością wyższa niż program live z celi Trynkewicza. Wszystko fajnie, ale jak wyglądało rzekome śledztwo, które przeprowadziła Pani Katarzyna? Okazuje się, że zamiast zadzwonić do producenta, przedstawić się jako redaktor i powiedzieć, że chce przeprowadzić test produktu (może wręcz poprosić o egzemplarz testowy), zadała kilka pytań i na podstawie uzyskanych informacji napisała opinię (sic!). Pisanie testu "na sucho"? Szczwane i sprytne? Z pewnością oszczędza czas, jednak z rzetelnością ma tyle wspólnego, co kolejna obietnica podwyżki rzucana przed Nowym Rokiem. 

Skóra wołowa

Jak pisze autorka „testu”:

"Jak poinformował nas producent kombinezony szyte są z pochodzącej z Włoch skóry bydlęcej licowej o grubości 1,1 – 1,2 mm. Ta bardzo cienka warstwa skóry jest połączona z elastycznym nylonem (poliamid) i cordurą, a wewnętrzną warstwę stanowi siateczka poliestrowa. Protektory z pianki EVA PU (z certyfikatem CE) umieszczone są na łokciach, barkach, plecach, kolanach i opcjonalnie na biodrach. Wersja podstawowa kosztuje około 3 tysięcy złotych (cena dotyczy kombinezonu bez protektorów biodrowych i z nieimpregnowanych materiałów). Cena kombinezonu zaimpregnowanego i z pełnym zestawem protektorów jest jeszcze wyższa."

Ilością błędów merytorycznych zawartych w tym akapicie z powodzeniem można obdzielić kilka artykułów, a nietrafność (delikatnie to ujmując) argumentacji widoczna jest już od pierwszego zdania. Po pierwsze, skóra wołowa 1,2 mm jest standardowym materiałem, który służy do uszycia kombinezonu sportowego, nawet tych najwyższych marek. Najwyraźniej jednak autorka spodziewała się kangura, jednak w cenie 2000 zł model Helda, Modeki czy Alpinestara ciężko będzie dostać (zwłaszcza Modeki i Helda). Po drugie, szwy nylonowe są jednymi z najbardziej odpornych na przetarcia i rozerwania, podobnie jak Cordura® (która stanowi „wąski” splot nylonu). Tak przynajmniej mówią testy, ale jak widać, Pani Redaktor Katarzyna, wie lepiej i użycie ich poczytała za wadę. Po trzecie, protektory z pianki EVA PU są standardowo pakowane w kombinezony wielu producentów (np. w moim Alpinestarsie). O takich wynalazkach jak Sas-Tec® czy D3O® można pomyśleć kiedy dopłacimy kilkaset złotych. Ale tego również Pani Redaktor nie raczyła sprawdzić. Tym jednak, co dziwi mnie chyba najbardziej, to nie wspomnienie w "teście" o protektorach Knoxa™, w które Gforcespot wyposaża swoje ubrania. A wystarczyło dopytać producenta, aby w ciągu 2 minut rozmowy wiedzieć dokładnie jakie protektory są użyte i jakie normy spełniają. Jak tłumaczyć takie podejście do tematu? O tym czytamy dalej.

strony

oceń ten materiał:
Odzież Gforcespot Odzież Gforcespot
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści