Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony Czy warto kupować 20 letni motocykl używany? Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

Czy warto kupować 20 letni motocykl używany?

Do przemyśleń w tym temacie skłoniło mnie kilka wydarzeń w życiu. Dotychczas duża część znajomych kupowała motocykle nowe. Przyznam, że przez wiele lat sukcesywnie zmieniałem sprzęty na coraz nowsze, coraz bardziej zaawansowane technologicznie. Tymczasem od ostatnich dwóch może trzech lat nagle wszyscy zapragnęli posiadać motocykle z lat 80 i 90. Dlaczego tak się dzieje?

Nie są to osoby ubogie kupujące takie maszyny dlatego, że nie stać ich na nówki. Czasem to drugie, trzecie jednoślady w garażu. Olśnienie przyszło, kiedy do mojego garażu trafiła stara Honda CBR600F3. Kupiłem ją od znajomego za jakieś grosze. Mimo, że sportowe motocykle zawsze mi towarzyszyły od jakiegoś czasu przyjemność z jazdy dawały mi głównie klasycznie wyglądające nakedy. Tymczasem kumpel, także pracujący w branży dał znać, że ma do sprzedania swoją starą CBR600F3. Cena była uczciwa, motocykl sprawiał wrażenie będącego w dobrym stanie, więc trafił do garażu. W założeniu, chciałem mieć sprzęt na track-daye.

 

Słowo klucz: sentyment do danego modelu...

 

Oczywiście nie do ścigania się czy wykręcania dobrych czasów, ale weekendowej „pojeżdżawki” po torze.

Kiedy zdecydowałem się na przebudowę motocykla szybko okazało się, że CBR ma wszystkie fabryczne owiewki nieklejone w super stanie a mechanicznie poza nieszczelnymi gaźnikami i łysą tylną gumą wszystko jest w najlepszym porządku. Kumpel, który ją serwisował stwierdził, że jeśli ma być na tor, to on ją odkupuje, bo w przeciwieństwie do 80% CBR600F które do niego trafiają, ta nie jest ulepem.

 

Minęły wakacje skończył się redakcyjny pobyt nad morzem w ramach Projektu Lato. Po powrocie pozostało jeszcze kilka testów to zrobienia w międzyczasie poruszałem się XJR1300, którą jeżdżę na co dzień. CBR600 stała na parkingu podziemnym przykryta pokrowcem. Zrobiłem nią może dwie rundy i to już późną jesienią.

 

Ostatnio przypomniałem sobie, że przecież mam „sportowy” motocykl i przy okazji pierwszych, marcowych cieplejszych dni postanowiłem przewietrzyć gaźniki Hondy. Szybko okazało się, że ten sprzęt mimo wieku wciąż ma potencjał, prowadzi się zaskakująco dobrze i przypomina czasy szkoły średniej, kiedy na widok CBR600F dostawałem ślinotoku. Oczywiście, po przesiadce z ZX10R, który był moim poprzednim sportem wszystko wydawało się gorsze. Ale Honda jest takim wehikułem czasu. Powrót do fajnych czasów, sentyment i wszystko co najlepsze, czyli po prostu młodość.

 

Zapewne właśnie to są powody, dlaczego w ciągu ostatnich lat na rynku klasyków drgnęło. Ludzie chcą przenieść się w czasy młodości, przygód, poczuć się jak za swoich dawnych czasów. Dlatego właśnie zakup kilkunasto- lub kilkudziesięcioletniego sprzętu ma sens. Nie ważne, czy będzie to CBR600F1, Kawasaki GPX600 czy Suzuki VX800. Ważne, żeby był dokładnie taki, na jakim się uczyliście jeździć, na którym przewieźliście swoją pierwszą poważną dziewczynę czy jak z plakatu, którego modliliście się wieczorami.

 

Oczywiście można pomyśleć o zakupie retroklasyka ale moim zdaniem retroklasyki są genialne na codzienne sprzęty, używka będzie głównie do jazd w weekend, na wycieczkę z kumplami posiadającymi podobne wynalazki. Za kwotę dwóch, trzech, czterech średnich pensji krajowych macie szansę przez chwilę być młodzi, przeżywać to jeszcze raz. Tyle, że tym razem nie ogranicza was ekonomia. Nie kupujecie ulepa, na którego ledwo było was stać, tylko zadbaną, fajną sztukę.Przyznam szczerze, że taka weekendowa zabawka, żeby pogrzebać, wymienić olej, filtry i nie stracić gwarancji a potem zrobić rundę to naprawdę fajny temat.

 

Swoją drogą to zaskakujące, w jak dobrym stanie trafiają się pojazdy za trzy, cztery, pięć tysięcy złotych. Oczywiście na co dzień CBR jest dużo gorszym pomysłem, niż motocykle współczesne. Nie posiada ABS, hamulce są dużo mniej wydajne od współczesnych, brak wtrysku, komputera pokładowego, trybów pracy. Mamy za to kranik, dźwignię ssania czy kontrolkę rozłożonej stopki. To archaizmy. Ale jakie przyjemne…

 

 

Powiązane materiały

...
oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści