-->
Logowanie/Rejestracja

Zaloguj się

Na swoje konto

Zarejestruj się

Załóż konto
Szukaj
Szukaj

SZUKAJ

w 3 sekundy lub mniej
motogen.pl Artykuły Felietony Ciemne strony motocyklizmu – "zbieractwo" Drukuj Poleć znajomemu Poleć znajomemu

Felietony

Ciemne strony motocyklizmu – "zbieractwo"

Czy zdarzyło wam się kiedyś otworzyć piwnicę i stwierdzić, że pod sufit jest zawalona gratami motocyklowymi? Ja z pewnym niepokojem obserwuję, że mimo wynajęcia garażu miejsce na części motocyklowe i motocykle zaczyna się coraz bardziej kurczyć…moja żona postawiła szybką diagnozę – „wszystko przez twoje zbieractwo”. Mimo, że pierwszą reakcją był bunt, po dłuższym namyśle dochodzę do wniosku, że zbieractwo, to ciemna strona motocyklizmu…

Zacznijmy jednak od początku. Przygoda z motocyklami zaczyna się w różnym wieku. Jeździcie z ekipą na motocyklach, dołączają do was kolejni, robi się poważna paczka. Czyiś wujek ma starą WSKę, sąsiad podrzuca wam zwłoki Junaka, kolegi bratu została przednia felga od XS, co z tego, że krzywa a na działce obok rodziców stoi rama Verolexa. Wszystkie te graty się przydadzą. Odbudujecie motocykl lub wymienicie się za części, w końcu szkoda wywalić takie skarby. Wkrótce do garażu trafiają bęben hamulcowy od Żuka, stacyjka od Mirafiori (popsuta) i komplet płyt Maryli Rodowicz (po co?!).

 

Ten "garaż" zmieści jeszcze dużo "gruzów"...

 

Później jest już tylko gorzej. Swoją piwnicę zawalacie pod dach, ale to samo robicie w komórkach i schowkach rodziców i teściowej. W końcu wynajmujecie garaż. Jest w nim mało miejsca, bo w międzyczasie staliście się posiadaczem kilku motocykli. Oczywiście wymiana akcesoriów czy elementów tuningowych w motocyklu skutkuje pozostawieniem starych. I tak, w ciągu kilkunastu lat znajdziecie kilka porysowanych tłumików, klamek, szyb od zapomnianych przecinaków z lat 80-tych. To wszystko jest niezbędne. Gdzieś pod biurkiem leży kawałek owiewki z mocowaniami (a nóż będziecie naprawiać swoją więc się przyda). W tym całym śmieciowisku zajmującym objętość przyczepy ciągnika siodłowego wartościowych rzeczy jest jak na lekarstwo, ale jakoś tak ciężko z pobudek sentymentalnych pozbyć się całości. Niby można sprzedać tłumiki, ale są porysowane, rama od Verolexa tak zgniła, że jakąkolwiek wartość przedstawia co najwyżej na złomowisku. O reszcie dziadostwa szkoda gadać w każdym razie wystawiać to na portalach aukcyjnych nie ma sensu.

 

Rozwiązanie przyszło szybko-znajomy handlarz przyjechał dostawczakiem, zabrał całość za symboliczny kanister bimbru i wyczyścił trzy piwnice i garaż. Żona szczęśliwa, miejsca na kolejne motocykle przybyło. Niestety, razem ze wszystkim zabrał Komara bez silnika, który miał być dla córki i zimówki do samochodu, ale globalnie „gdzie drwa rąbią tam wióry lecą”.

 

Oczywiście nie wspominam o samych motocyklach, bo nie wiadomo skąd pojawiło się ich kilka. Znaczy wiadomo-jeden na co dzień, jeden klasyk, jeden sport, jeden enduro, torówka, z PRLu, dodatkowo turystyczne enduro, custom, cafe-racer i można tak wymieniać do wieczora.

 

Oczywiście ze wszystkim mocno przesadziłem ale w pasję motocyklową zbieractwo jest wliczone. Jeśli kogoś stać i ma warunki, naprawdę nie ma w tym nic złego. Jeśli jednak dysponujecie niewielką przestrzenią, w moim odczuciu lepiej kupić jedną rzecz a treściwą niż 10 przeciętnych. Uważam, że Vincent Black Shadow zrobi lepszą robotę niż osiem starych Japończyków, pięć Junaków wspartych ruskiem z koszem i Pannonią…

 

 

 

...
oceń ten materiał:
PRAWA AUTORSKIE © 2006-2011: Motogen Logo WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
Szukaj W Górę Zgłoś nieodpowiednie treści